86387
Książka
W koszyku
Akcja tej pierwszej, częściowo autobiograficznej powieści Baldwina toczy się w ciągu jednego dnia w latach trzydziestych w Harlemie. Jej główny bohater – czternastoletni John – dorastający w biednej wielodzietnej rodzinie staje wobec duchowych i moralnych dylematów. Mierzy się z gniewem wobec okrutnego ojczyma, pastora w zielonoświątkowym zgromadzeniu, przeżywa pierwsze niepokoje związane z budzącą się seksualnością i zwątpienie w wiarę. Kościół, będący dla afroamerykańskiej społeczności miejscem schronienia i nadziei, w oczach chłopca jest przestrzenią pełną fałszu i zakłamania. W tej lirycznej, a zarazem mocno symbolicznej prozie odnajdujemy najlepsze cechy pisarstwa Baldwina: psychologiczną głębię, wspaniały styl, pytania dotyczące amerykańskiej tożsamości i ludzkiej kondycji. W posłowiu Anna Pochmara przedstawia szerszy kontekst powieści, przybliża rolę Kościoła protestanckiego w życiu afroamerykańskiej społeczności, przygląda się wybranym motywom powieści, umieszczając je w perspektywie historyczno-literackiej. (Nota wydawcy).
Wszyscy zawsze mówili, że kiedy John dorośnie, będzie kaznodzieją jak jego ojciec. Słyszał te słowa tak często, że chociaż nigdy o tym nie myślał, sam w nie uwierzył. Właściwie zaczął o tym myśleć dopiero rankiem w dniu swoich czternastych urodzin, ale wtedy było już za późno. W najwcześniejszych wspomnieniach, które w pewnym sensie były jego jedynymi wspomnieniami, widział pośpiech i rześkość niedzielnych poranków. Tego dnia wszyscy wstawali jednocześnie; ojciec, który nie musiał iść do pracy i przed śniadaniem odmawiał z nimi modlitwę; matka, jak zawsze w niedzielę porządnie ubrana i wyglądająca prawie młodo, z prostymi włosami pod białym, przylegającym do głowy czepkiem, który obowiązywał święte kobiety; jego młodszy brat Roy, który w niedzielę milczał, bo ojciec był w domu; Sarah z czerwoną wstążką we włosach, jak zawsze obsypywana przez ojca pieszczotami, i malutka Ruth, ubrana na biało i różowo, przebywająca drogę do kościoła w ramionach matki. Kościół nie był daleko, stał przy Lenox Avenue, o cztery przecznice od nich, na rogu obok szpitala. Do tego szpitala poszła matka, kiedy miał się urodzić Roy, a potem Sarah i Ruth. John słabo pamiętał ten pierwszy raz, kiedy poszła rodzić Roya; ludzie mówili, że podczas nieobecności matki awanturował się i płakał; pamiętał jednak dość, żeby odczuwać lęk, ilekroć jej brzuch znowu zaczynał pęcznieć, bo wiedział, że jak zacznie się to pęcznienie, w końcu mu ją zabiorą i wróci do domu z kimś obcym. Sama też robiła się za każdym razem trochę bardziej obca. Niedługo znowu tam pójdzie, powiedział Roy – znał się na takich rzeczach dużo lepiej niż John. John obejrzał matkę bardzo uważnie i nie spostrzegł żadnego pęcznienia, ale kiedyś rano ojciec modlił się za „małego podróżnika, który niedługo do nich przybędzie”, więc John wiedział, że Roy mówi prawdę. A zatem odkąd John sięgał pamięcią, w każdy niedzielny poranek wychodzili na ulicę – Grimesowie w drodze do kościoła. Przyglądali im się grzesznicy na Lenox Avenue: mężczyźni o mętnych oczach i zmiętych twarzach, wciąż ubrani w sobotnie wyjściowe garnitury, wygniecione teraz i zakurzone; kobiety o zachrypniętych głosach, w obcisłych, jaskrawych sukniach, z papierosami w palcach albo w kącikach zaciśniętych warg. Rozmawiali, śmiali się, bili między sobą, a kobiety biły się jak mężczyźni. Przechodząc obok tych mężczyzn i kobiet, John i Roy wymieniali szybkie spojrzenia, John wyraźnie zakłopotany, Roy uśmiechnięty. Kiedy Roy dorośnie, będzie taki jak oni, jeżeli Pan nie odmieni jego serca. Te kobiety i mężczyźni, których mijali w niedzielny ranek, spędzili noc w barach albo w domach publicznych, albo na ulicach, albo na dachach, albo pod schodami. Pili. Od przekleństw przechodzili do śmiechu, od gniewu do chuci. Kiedyś obaj z Royem przyglądali się mężczyźnie i kobiecie w piwnicy domu przeznaczonego na rozbiórkę. Robili to na stojąco. Kobieta zażądała pięćdziesięciu centów i mężczyzna błysnął brzytwą. John nigdy już nie poszedł patrzeć; bał się. Ale Roy podglądał wiele razy i powiedział Johnowi, że robił to samo z dziewczynkami mieszkającymi dalej przy ich ulicy. A jego ojciec i matka, którzy w niedzielę chodzili do kościoła, też to robili, John słyszał ich czasem w sypialni obok, słyszał mimo chrobotu i pisku szczurów, mimo muzyki i przekleństw w mieszkaniu prostytutki na dole. (Fragment).
Pliki multimedialne:
Status dostępności:
Wypożyczalnia Główna
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. 82-3 (1 egz.)
Strefa uwag:
Uwaga ogólna
Tytuł oryginału: Go tell it on the mountain, 1953.
Uwaga dotycząca zawartości
Posłowie: Od raju do getta : James Baldwin rewiduje założycielskie mity Ameryki / Anna Pochmara.
Recenzje:
Pozycja została dodana do koszyka. Jeśli nie wiesz, do czego służy koszyk, kliknij tutaj, aby poznać szczegóły.
Nie pokazuj tego więcej